Cześć wszystkim!
Nie mogłam się doczekać, kiedy pojawi się wolna chwila, żeby usiąść do wpisu :) No i jest :) Dzisiaj opowiem Wam troszkę o pewnej sprawie, której uczę się od Ania Maluje, a konkretniej tego, że fajnie jest się odpowiednio dopieścić i nie czuć z tego powodu wyrzutów sumienia.
Ogólnie mam wrażenie, że kobiety są uczonego tego, że powinny się poświęcać w imię rzeczy ważniejszych. Dla faceta, dzieci, rodziny, pracy i wszelkich innych spraw. Siebie należy ustawić na ostatnim miejscu, bo inaczej wyjdziemy na egoistki, a przecież nikt egoistów nie lubi. Wierzyłam w to dosyć długo, aż trafiłam na bloga Ani. Najpierw głoszone przez nią poglądy wydawały mi się być absurdalne, bo... po co mam nosić mega fajny koronkowy komplet, jeśli chcę posiedzieć w domu w dresie. Ale nadszedł ten moment, kiedy zrozumiałam. Po co? Bo daje to przyjemność :)
O dziwo chodzenie na paznokcie, kupowanie sobie nowych ubrań czy wypady na kawę wcale nie sprawiły, że zaniedbałam rodzinę. Wprost przeciwnie. Chodzę dzięki temu szczęśliwa, zrelaksowana, pewna siebie i... mogę z większym entuzjazmem stać przy garach czy prasować ciuszki, a potem z zainteresowaniem (w pełni szczerym) słuchać opowieści narzeczonego o pracy. Sama też namawiam do tego koleżanki, żeby nie umartwiały się, bo tak wypada, tylko żeby robiły coś dla swojego szczęścia, bo to wcale nie przekreśla ich jako kobiet, matek czy ukochanych. Wiem oczywiście, że wiele pozostaje wiernym starym lekcjom od babć czy mam i patrzy na mnie nieprzychylnie, bo jak tak mogę, ale trudno. Jestem już na tyle duża, aby wiedzieć, że wszystkich nie uszczęśliwię, więc uszczęśliwiam siebie.
A strój to coś idealnego na spacery. Możecie myśleć, że było mi zimno, ale... tutaj sprawę załatwiają warstwy. Podkoszulek, koszula, wełniany sweter :) No i spodnie! Uwielbiam je, są takie wygodne. Złapałam je w Biedronce za... 12zł. Czuję się w nich trochę jak w piżamie, ale nie przeszkadza mi to w żadnym stopniu, żeby śmiało paradować w nich po dworze.





