Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy 2016. Pokaż wszystkie posty

20:12

Perełki 2016 roku

Perełki 2016 roku

Hej!
Tak jak obiecałam jakiś czas temu, publikuję dziś ulubieńców 2016 roku. Nie jest ich dużo, pewnych kategorii brakuje, ale stwierdziłam, że wstawię tylko to, co wywołało u mnie prawdziwe wow.


Jeśli coś testowałam z tym roku ze szczególnym upodobaniem, to na pewno były to szminki. Sprawdzam różne kolory, firmy, ale też typy. Ostatecznie z pięćdziesięciu kilku sztuk wybrałam złotą piątkę. Teraz czatuję na promocję, aby móc zaopatrzyć się w pozostałe kolory akurat tych produktów.
Na zdjęciu widzicie: GR numerek 04, Lovely numer 2 i 1, Bell numerek 4 oraz GR numer 32.
 

Szczotce Tangle Teezer miałam poświęcić oddzielny wpis, ale ostatecznie się nie złożyło. Często spotykam się z opinią, że nie warto wydawać 30zł na szczotkę do włosów, bo przecież w byle markecie można kupić inną za 5zł. Fakt, można. Jednak moim zdaniem warto wydać nieco więcej pieniążków właśnie na TT. Daje nam ona niesamowity komfort czesania. Możecie zapomnieć o rwaniu włosów, czy nawet bólu związanym z rozczesywaniem włosów po kąpieli.

O Invisibobble i myjce do twarzy z Rossmanna już wspominałam w innym wpisie, więc zostawiam Wam po prostu link do niego KLIK i KLIK.


Odżywka Radical z firmy Farmona to jedno z moich lepszych odkryć. Uwielbiam ten produkt i w zasadzie nie sięgam już po inne. Bardzo dobrze działa na moje włosy i ułatwia ich rozczesywanie.
Mgiełka Jantar z tej samej firmy to mój drugi ulubiony produkt do włosów. Spotkałam się wcześniej z opinią, że jest słaba i, że nie umywa się np. do wcierki i przez to nastawiłam się do niej lekko negatywnie. Produkt musiał wybronić się sam swoim działaniem i tak też zrobił. Używam jej regularnie po każdym myciu. Spsikuje włosy, a rano pięknie się błyszczą.


Balsam do ciała z Isany to coś, czego długo szukałam. Marzył mi się produkt, który szybko się wchłonie, nie pobrudzi piżamy i nie wywoła pieczenia. No i w końcu go znalazłam.
Z kremem Soraya na początku się nie polubiłam. Wydawało mi się, że zamiast pomagać, tylko dodatkowo mi szkodzi. Po jego użyciu skóra piekła, a rano była ściągnięta. Stwierdziłam jednak, że dam mu szansę, bo przecież to wcale nie musiała być jego wina. Z biegiem czasu zauważyłam, że moja skóra się z nim polubiła. Dobrze ją nawilża, nie zapycha i radzi sobie nawet w ekstremalnych sytuacjach.
 

O ile roku 2015 rządziły perfumy Heat Rush, tak 2016 został podbity przez Green Tea Elizabeth Arden. Pachną niesamowicie świeżo i przyjemnie. Nie jest to żaden ciężki zapach, kojarzący się z elegancją, a raczej coś rześkiego, orzeźwiającego.
 

Recenzję wazeliny kosmetycznej znajdziecie TUTAJ, dlatego skupię się na kremie do rzęs z L'biotici. Nie używałam go regularnie, a i tak zauważyłam jego efekt. Rzęsy są wyraźnie dłuższe, gęstsze i ciemniejsze, na czym szczególnie mi zależało. Produkt jest bardzo wydajny, używam go od kilku miesięcy i wcale się nie kończy.

To wszystkie perełki 2016 roku. Znacie je? Lubicie? Czy jeszcze nie miałyście okazji wypróbować? 

Pozdrawiam serdecznie!
Copyright © 2016 Staram się ogarnąć , Blogger