Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ootd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ootd. Pokaż wszystkie posty

22:34

Kilka przypadkowych faktów o mnie

Kilka przypadkowych faktów o mnie


Cześć! 

W związku z tym, że dzisiaj totalnie nie mam pomysłu na jaki temat mogłabym się rozpisać, pomyślałam, że przedstawię Wam dosłownie kilka faktów z mojego życia. Swego czasu takie wpisy cieszyły się dużą popularnością, bo zawsze można było wyłapać jakieś wspólne elementy i przede wszystkim poznać lepiej daną osobę. Może to być też dobry pomysł, bo bez wątpienia zmieniłam się nieco na przestrzeni tych ostatnich miesięcy. Wiem, że dla wielu osób zmiany od razu kojarzą się z czymś złym, zwłaszcza jeśli w dość dużym stopniu zmienia się osoba, którą niegdyś dobrze znaliśmy. Szczerze mówiąc sama też raczej kiepsko znosiłam te metamorfozy moich bliskich. Nagle przestawałam w nich widzieć kogoś, kim byli kiedyś. Dzisiaj już lepiej to znoszę. Chyba pogodziłam się z tym, że zmiany mniejsze czy większe są czymś nieuniknionym. I przede wszystkim nie muszą oznaczać, że nasze drogi się rozejdą. 

1. Mam problem ze słowem "przyjaciel". Kiedyś nadużywałam tego określenia i to w dodatku często w stosunku do osób, które szybko okazywały się tego nie warte. Dziś pozostaję przy "kolega/koleżanka". Dość długo szukałam bliskiej osoby, jaką często prezentuje się w filmach czy serialach dla kobiet. Wiecie, taka osoba, która wpada do nas bez pukania, otwiera sobie lodówkę i sama podgrzewa obiad. Smuciło mnie to, że sama na nikogo takiego nie trafiłam, ale potem zaczęłam też krytycznie patrzeć na ten obrazek. Ogólnie na temat "przyjaźni" i tego typu relacji chciałabym przygotować oddzielny wpis, bo dużo można tutaj powiedzieć, więc mam nadzieję, że kiedyś się do tego zbiorę. 

2. Długo nie mogłam się przekonać do polskich książek. Po pierwsze przez lektury szkolne, które do najciekawszych nie należały i w moim mniemaniu wcale nie uczyły, jak żyć. Po drugie przez pewną powieść przeczytaną z własnej woli o miłości dwójki niepełnosprawnych ludzi. Temat można by rzecz niszowy i zapewne wiele osób z góry może założyć, że poruszający serca, jednak autor przedstawił to w sposób najgorszy z możliwych. Uczynił ze swoich głównych bohaterów życiowe sieroty i porażki mogące wzbudzać co najwyżej politowanie, a przecież niepełnosprawność wcale nikogo nie przekreśla i nie skazuje na bycie słabym czy gorszym. Odstawiłam więc polską literaturę na parę lat, aż w końcu wróciłam i... uwielbiam. 


3. Przez dłuuuuugie lata uwielbiałam otaczać się rzeczami, kosmetykami i ubraniami. Rekompensowało mi to lata, kiedy na wiele rzeczy nie mogłam sobie pozwolić. Kupowałam kompulsywnie przy okazji spacerów, z nudy, dla zaimponowania, że mogę, a potem wpadłam w dziwną sieć kupowania, bo bez tego nie ma kontentu. Myślałam, że dzięki temu mój pokój czy mieszkanie wyglądają fajnie, a prawda była taka, że wyglądało tandetnie, bo większość pierdółek brałam z Pepco. Powoli, krok po kroku starałam się od tego uwolnić. Czy wyszło? Moim zdaniem jest dużo lepiej. Kupuję mniej i rzadziej, a przede wszystkim z głową, chociaż oczywiście bywają dni, kiedy nieco ponosi mnie fantazja :D 

4. Jakiś czas temu przestał mi smakować McDonald. Dodatkowo doszłam do wniosku, że jest po prostu za drogi. Zdecydowanie wolę w jego miejsce zjeść konkretną pizzę albo jakieś danie domowe. 

5. Niestety mam mocno słomiany zapał, a z drugiej strony co i rusz znajduję sobie nowe zajawki. Bardzo żałuję, że brakuje mi konsekwencji w ich realizacji, bo czuję, że mogłoby wyjść z tego coś ciekawego. Próbowałam rzeczy artystycznych, skipowania, blogowania, pieczenia, biegania i po drodze masy innych drobiazgów. Teraz głównie skupiam się na byciu żoną, mamą i trochę kobietą, bo tej sfery za nic nie chcę zaniedbać. Zauważyłam jednak, że mam tendencję do przeginania z pewnymi rzeczami. Jak coś robię to na 300%, a potem się wypalam. Znacie to? Jak ćwiczę, to zwykle bardzo często, rezygnując przy tym z całej reszty, a potem zostawiam to na długie miesiące, bo jestem zmęczona. Jak pochłania mnie yt, to też na maksa, a potem mam wstręt. Muszę się nauczyć w końcu tego złotego umiaru. 

6. Boję się nowych sytuacji. Podobno sprawiam wrażenie śmiałej, ale niestety taka nie jestem. Kiedy wiem, że czeka mnie nowe doświadczenie, to albo się wycofuję, albo przeżywam kilka dni i nocy. Nie umiem podejść do tego wszystkiego na chłodno z myślą, że będzie spoko i nie ma się czego bać. Zgaduję, że to wszystko zaczęło się w dzieciństwie, kiedy przez pewnych członków rodziny miałam wpajane dziwne zasady i myśli, które tak głęboko zostały zakorzenione, że za nic nie umiem się od nich uwolnić. Ogólnie dopiero od niedawna widzę, jak lata dziecięce wpłynęły na moje dorosłe życie i pewne wybory. 

7. Uwielbiam planować, a w zasadzie muszę planować. Bywa to czasem bardzo pomocne, ale też zdarzają się dni, kiedy ta moja mania planowania i trzymania ręki na pulsie wszystko niszczy. Kiedy nie mam planu, tracę grunt pod nogami i nie wiem, co ze sobą zrobić. Kończy się to często płaczem i wycofaniem. Pewne wydarzenia muszę mieć obmyślane z bardzo długim wyprzedzeniem, np. urodziny, święta, jakieś rocznice :) Niby fajnie, podobno dobra organizacja jest plusem, ale... wystarczy, że jeden drobiazg pójdzie nie tak, jak sobie rozpisałam i rzucam wszystko w diabły, trzaskam drzwiami i lepiej nie wchodzić mi w drogę. 


8. Od czasu do czasu wracam sobie do ulubionych bajek z dzieciństwa. Świat według Ludwiczka, Odlotowe agentki, Szóstka w pracy czy klasyki Disneya. Uwielbiam <3 Zwykle grają mi po prostu w tle, kiedy robię coś innego, ale mimo wszystko mam do nich wielki sentyment. Przypominają mi beztroskie czasy. 

9. Marzy mi się podróż pociągiem przez całą Polskę :) niby nic trudnego, ale jednak nie mogę zrealizować tego od ręki. Często sprawdzam ceny biletów w przeróżne miejsca i muszę przyznać, że są kuszące. Póki co nastawiam się na Wrocław w grudniu i już myślę, co zabrać ze sobą, żeby moje dziewczyny zniosły tą wyprawę bez większego płaczu. 


10. Nie lubię zimnego piwa :) Najlepsze jest ciepłe i lekko wygazowane <3 





10:31

Nieszczęsna pogoda, ulotna pamięć i lity

Nieszczęsna pogoda, ulotna pamięć i lity


 Cześć wszystkim! 

Wiosna niby zaczęła się ponad miesiąc temu, ale coś do tej pory zbytnio nas nie rozpieszczała. Zakładałam, że będę mogła śmiało odświeżyć sukienki, a póki co piorę na bieżąco spodnie, bo jednak odsłanianie nóg przy temperaturach wynoszących 8 stopni mnie nie kręci, a wręcz odstrasza. Czekam więc cierpliwie i liczę, że może w maju poszaleję ze stylówkami, spacerami i kawkami na tarasie. 

No właśnie... Taras, działka to ostatnio u nas temat przewodni. W zeszłym roku musieliśmy zaakceptować to, jak wygląda teren wokół domu, gdyż nie mieliśmy czasu ani możliwości na jakieś ikstrim mejkołwer, więc teraz powoli działamy. Mój mąż chce jak najwięcej zrobić samodzielnie, bo jakby nie patrzeć, jest to jakaś oszczędność. Idzie powoli, ale nauczyło mnie to cierpliwości. Niestety w życiu nie da się jak na rolce z Insta pstryknąć palcami i zmienić wszystkiego o 180%, na efekt potrzeba czasu. I tak jak w zeszłym roku było mi mega ciężko to zaakceptować, bo ja to raczej w gorącej wodzie kąpana, tak dzisiaj myślę sobie, że okej. 

Jeszcze do tej pogody na moment wrócę. Od kilku tygodni odczuwam wielką potrzebę wyrwania się z naszych ciasnych ale własnych czterech kątów. Zaczęliśmy więc rozmawiać o szybkim wyjeździe na majówkę, żeby nieco podładować akumulatory i wyrwać się z codziennej rutyny. No i tutaj pojawił się nasz problem pogodowy. Moja wewnętrza cebula nie wyraziła zgody na wyjazd z opcją siedzenia w pokoju z powodu ulewy. Czekamy zatem na inną opcję, która oczywiście może być jeszcze lepsza :) 

Myślę, że to może być przygoda. Wczasy z dwójką dzieci na obrazkach wyglądają słodko, rozczulająco, raczej na wesoło. No ale że obrazki to nie prawdziwe życie, to oczywiście biorę na to poprawkę i liczę, że będzie... znośnie :D Sprawdzimy najpierw wszystko na szybkim wypadzie do Solca. Kupiłam nam bilety do Jura Parku i co jakiś czas wyobrażam sobie, jak chodzimy pomiędzy figurkami tych gadów. O! Podzielę się z Wami jeszcze jedną rzeczą. Ludzie ze starszego pokolenia często powtarzają, że takie wycieczki nie mają póki co sensu, bo dzieciaki są małe i przecież pamiętać nie będą. Zadaję sobie wtedy pytanie, czy to oznacza, że mam przez najbliższe 10 lat siedzieć w domu? Faktem jest, że dwuletnie dziecko raczej nie zacznie w wieku nastoletnim wspominać tej wspaniałej wyprawy, ale... może się tam fajnie rozwinąć, poznać coś nowego, zobaczyć zwierzęta, które wcześniej oglądało w książkach czy rozwinąć nową pasję. Dla mnie same plusy. A pamięć? Ona jest ulotna. Czasem sama nie pamiętam, co robiłam wczoraj :P 

A stylówka? Prosta do granic możliwości. Bo prostota jest w cenie. Pamiętam jednak te czasy, kiedy ludzie chcieli być zaskakiwani, szokowani. 10 lat temu takie stroje by nie przeszły, bo przecież wszyscy się tak ubierają. Wtedy trzeba było nosić dużo wszystkiego, lity, szorty w krowi wzór, włochate swetry i masę biżuterii, od której człowiek stawał się 10 kilo cięższy :) 



Pozdrawiam serdecznie! 

23:28

Brązy i beże

Brązy i beże

 
Hej wszystkim! 

Ostatnie dni minęły mi szybko i całkiem kreatywnie. Pakowałam prezenty, kończyłam robić kalendarze i wymyślałam sobie zadania na grudzień. Zdecydowanie na brak nudy nie mogłam narzekać. Nim się obejrzałam, tydzień minął i lada moment wejdziemy w grudzień. Lubię ten miesiąc. Jest w nim jakaś magia, którą dodatkowo staram się spotęgować choinką, ozdobami, przyjemną muzyką i domowymi wypiekami. Marzy mi się, że moje córki będą kojarzyły ten czas przed świętami wyjątkowo, że będą wspominać rodziców, którzy z uśmiechem stroili choinkę, pakowali w sekrecie prezenty i wygłupiali się w kuchni. Wspomnienia z dzieciństwa są bardzo istotne. Sama często wspominam różne rzeczy i dzielę się tym z moim mężem, bo pewne obrazy sprzed lat wywołują u mnie masę uśmiechu. 


Myślami jestem też w kolejnym roku. Chcę narzucić sobie pewne zmiany i prowadzić bardziej świadome życie. Zmiany te dotyczą kupowania przeróżnych rzeczy, a w zasadzie rezygnacji z kupowania. Nie mogę powiedzieć, że planuję kupić wielkie nic, bo tak nie jest. Nie należę do zwolenników wyzwań typu rok bez zakupów, dla mnie nie mają one większego sensu. Lubię w większości rzeczy widzieć większy sens i jakąś lekcję dla siebie. Co zatem planuję? Mocne ograniczenie kupowania i korzystanie z tego, co już posiadam, a posiadam dużo. W tym roku nauczyłam się korzystać z zasobów mojej szafy. Oprócz tego sporym krokiem naprzód było zapisanie się do biblioteki. 


To moje postanowienie łączy się z inną ważną rzeczą, a konkretniej z oszczędzaniem. Wiecie, że dopiero niedawno zrozumiałam sens słów, że żeby zacząć oszczędzać, wcale nie trzeba zarabiać więcej? Wcześniej, gdy słyszałam ten tekst, pukałam się w głowę, bo jak tu oszczędzać bez dodatkowej gotówki. Okazało się, że da się i to bez problemu. Ba, doszłam do tego, że zarabiając więcej, można i wydawać więcej i ostatecznie zostać bez pieniędzy na czarną godzinę. Póki co raczkuję w tym temacie, ale staram się. Widzę, że nawet drobne kwoty, które z miesiąca na miesiąc odkładamy, super kumulują się w większą kwotę i przy okazji dają mi duży komfort psychiczny. Dodatkowo mam swoje małe cele, dzięki którym zrezygnowanie z nowej książki czy kawy na mieście nie jest problemem. 


A właśnie... kawa na mieście. Tutaj też okazało się, że można bez niej żyć. Bardzo lubię kulturę wychodzenia do lokali i cieszę się, że w Polsce staje się to normą, ale w którymś momencie zaczęłam przywiązywać do tego zbyt wielką wagę. No bo jak to tak? Niedziela bez kawki w House Cafe? Kawkę w House Cafe nadal lubię, ale jej brak nie stanowi końca świata i wcale nie sprawia, że dzień traci na znaczeniu. Poza tym super kapuczinę robi też mój ekspres. 


Jakoś ogólnie mam wrażenie, że robię się ostatnio bardziej świadoma siebie. Wiem, co mnie śmieszy, w jakich sytuacjach czuję się niekomfortowo, gdzie leżą moje granice, jakie mam wady i zalety. Faktycznie im człowiek starszy tym mądrzejszy, a na pewno bardziej względem siebie wyrozumiały. Mnie ta znajomość samej siebie bardzo cieszy, bo wreszcie jest mi dobrze w miejscu w którym jestem. Serio gorąco polecam zatrzymać się i wsłuchać w siebie. 


 




Dzisiejszy strój fociliśmy, jak jeszcze było w miarę ciepło. Przyroda zainspirowała mnie wtedy, żeby poszaleć z beżami i brązami, w których czuję się naprawdę super. Kamizelka, spodnie i sweter są z lumpa. Z tym futrzakiem miałam się już kilka razy rozstać, jednak za każdym razem go zostawiałam z myślą, że może mi się jeszcze przydać. Faktycznie co roku go noszę, a towarzyszy mi już 4 lata. Nie jest to może naładniejsza kamizelka i nie wpisuje się w trendy, ale przyjemnie mnie grzeje i w cieplejsze dni śmiało zastępuje kurtkę. 


20:43

Coś o badaniach i letnia stylówka

Coś o badaniach i letnia stylówka


Cześć wszystkim! 

Za oknem piękna polska jesień i aż nie mogę się doczekać, żeby wyruszyć z siostrą na jakieś zdjęcia. Uwielbiałam te nasze wypady na starówkę w Płocku, w trakcie których razem dbałyśmy o to, żeby na blogu nie zrobiło się cicho. Ba, moja siostra jak nikt inny motywowała mnie, żebym nie odpuszczała. Teraz niestety jest trudniej, bo dzieli nas konkretna odległość, no i oczywiście dochodzi do tego masa innych szczegółów. Myślę jednak, że któregoś dnia ściągnę ją do siebie i zrobimy sobie dzień fotek jak za starych dobrych czasów :) 



Ostatnio walczą we mnie dwie myśli. Pierwsza to pozbycie się całej masy rzeczy z mojego otoczenia - ubrań, butów, zabawek dziewczyn, przydasiów z kuchni czy książek. Druga to z kolei... zakupy, które uzupełnią każdy kąt o nowe rzeczy. Myśli sprzeczne w 100%. Póki co nie robię nic, bo wiem, że pośpiech jest złym doradcą, chociaż generalny porządek bardzo mnie kusi. Myślę, że na serio stwierdzenie "im mniej tym lepiej" ma dużo sensu. Przede wszystkim zyskałabym przestrzeń i zminimalizowałabym możliwość powstawania bałaganu, bo u nas wcale o to nie trudno. Widzę też sama, że w sporej części ubrań nie chodzę. Wiszą i czekają na nieco lepszy czas, a ten przecież może dla nich nie nadejść. 


Mam ogólnie na jesień listę zadań do wykonania. Myślę, że w kolejnym wpisie ją Wam udostępnię i może będziemy sobie razem dawać kopniaki motywacji. Pojawiają się tam punkty związanie ze zdrowiem i dobrym samopoczuciem i dopiero od niedawna zaczęłam zwracać na to uwagę. Teraz jednak cały czas przyświeca mi myśl, że MUSZĘ być zdrowa. Mam dwie córeczki, którymi chcę się opiekować najdłużej, jak tylko dam radę. A żeby to robić, należy najpierw zaopiekować się sobą. Wam też to z całego serca polecam. Wiem, że najczęściej mówi się, że jeśli nic nam nie dolega, to po co tracić czas w przychodniach, ale niestety doświadczyłam już na własnej skórze, że warto na bieżąco kontrolować stan zdrowia. 


Niestety muszę się z Wami podzielić kiepskim doświadczeniem, skoro już na temat lekarzy schodzimy. Całkiem niedawno poprosiłam doktora o wystawienie skierowania na ogólną morfologię u Lili, a przy okazji chciałam jej zbadać witaminę C, cukier itp. Usłyszałam w odpowiedzi, że po co i, że tego skierowania nie da, bo nie widzi ku temu przesłanek. Nawet nie przypuszczacie, jak bardzo mnie to zdenerwowało. I późniejszy tekst, że po co kłuć dziecko. A no po to, żeby sprawdzić, czy jest zdrowe, bo na pierwszy rzut oka wszystkiego nie widać. Rozczarowałam się okrutnie. 


Wrzucam Wam letnią stylówkę, która oczywiście musiała się naczekać, aby trafić na bloga. Niestety nie wyrabiam się ze wszystkim na bieżąco, chociaż ogarnięcie bloga też pojawia się na mojej jesiennej liście. O dziwo pojawia się w niej tylko jeden element z second handu, a jest nim ołówkowa spódnica. Mam ją na oko rok i często noszę, bo pasuje mi i do T-shirtów i do swetrów. Rzecz uniwersalna można by rzec. Góra to bluzka złapana w Biedronce na wyprzedaży. Zapłaciłam za nią 4.50 i w sumie zauroczyła mnie nadrukiem z superbohaterkami. Powiem Wam szczerze, że jakoś dodaje mi ona energii i sprawia, że budzi się we mnie wewnętrzna wonderwoman :) 
 





18:31

Końcówka wakacji i coś o świętach

Końcówka wakacji i coś o świętach

Cześć wszystkim! 

    Tegoroczne lato bardzo mnie zaskoczyło i to niestety w bardzo negatywny sposób. Mam wrażenie, że większość dni sierpnia mijało pod znakiem deszczu i chyba nie zapowiada się na to, żeby wrzesień przywitał nas wysokimi temperaturami i słońcem. Zamiast planować typowo letnie stylówki, zrobiłam przegląd w swetrach. Akryle trafiły do kosza, a ich miejsce zajęła bawełna, wiskoza i odrobina wełny. Ostatnio coś nie mam szczęścia do wełny czy kaszmiru w lumpach, ale oczywiście się nie poddaję. 

Mój humor też coś leży i kwiczy. Pewnego dnia po prostu uleciała ze mnie całą energia i motywacja do robienia czegokolwiek. Gdybym mogła, to zaszyłabym się pod kołdrą z książkami (a książki na serio bardzo lubię), ale niestety życie mi na to nie pozwala. 


Po skończeniu którejś książki znowu zapragnęłam napisać coś swojego. Jakąś powieść dla kobiet, które chcą się oderwać od swojej codzienności i przeżyć z główną bohaterką jakąś przygodę, zakochać się, rozczarować i dać ponieść emocjom. Parę lat temu uwielbiałam usiąść i coś stworzyć, a potem dotarło do mnie to, że w sumie piszę i pewnie będę pisać tylko dla siebie. Porzuciłam swoją twórczość, aż w końcu niedawno postawiłam sobie bardzo ważne pytanie. Czemu mam nie próbować dalej? Podobno kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, więc od dwóch tygodni coś tam sobie notuję w wolnych chwilach. 


Standardowo jak co roku lato pożegnałam oglądając vlogmasy. Nie wiem czemu, ale od paru lat mam potrzebę wczucia się w ten świąteczny klimat między latem a jesienią. Zachwycam się ozdobami, planuję jedzenie, zapisuję pomysły dotyczące prezentów, zastanawiam się, czy uda nam się zaliczyć jakieś atrakcje i... zapominam o tym na dobre dwa miesiące. W  tym roku święta będą dla nas szczególnie wyjątkowe, bo spędzimy je w czwórkę w naszym własnym domu i to z obrączką na palcu. Nie ukrywam, że chcę, żeby było miło. Może nie #instafriendly, bo u mnie chyba nigdy tak nie będzie, ale po prostu miło. Mam wrażenie, że ostatnio większość moich oczekiwań sprowadza się do tego, żeby dana rzecz była miła :) 









14:18

Nie porównuj

Nie porównuj



Cześć wszystkim! 


Powiem Wam na wstępie, że jestem w super miejscu, jeśli chodzi o życie. Niczego mi nie brakuje i wcale nie myślę, że mogłoby być lepiej. Mam super narzeczonego (za 3 miesiące męża) i 2 śliczne córki, które pewnego dnia wyrosną na fantastyczne kobiety. No właśnie tutaj pojawia się mały problem, bo w zasadzie nie ma dnia, kiedy bym się nie bała, że zaczną być w końcu porównywane. Bardzo chciałabym, żeby tego uniknęły, bo wiem, jak niszczy porównywanie z siostrą. 

Sama przez ciocie, wujków, sąsiadki byłam zestawiana z siostrą i niestety głównie chodziło o wygląd. Często słyszałam, że moja siostra jest szczuplejsza, ładniejsza, bardziej przebojowa, że na pewno będą się za nią oglądać wszyscy mężczyźni na ulicy, że powinna być modelką i inne tego typu komplementy. Uwierzcie, że dla dziewczynki zaczynającej gimnazjum stanowiło to niemały cios, bo... we wszystkim wypadałam gorzej. W naszym duecie to mnie natura trochę pokrzywdziła, bo walczyłam z kilogramami i trądzikiem. Dodatkowo raczej nie lubiłam się wychylać, a te komentarze nie dodawały mi odwagi. 


Potem role się trochę odwróciły, bo to ja zaczęłam być chwalona za zaradność i odwagę. Nie wynagrodziło mi to jednak czasu, kiedy miałam żal (uwaga!) do siostry za to, że to ona zgarniała ciepłe słowa wtedy, kiedy ja tego najbardziej potrzebowałam. Niestety ale bliscy niebliscy sprawili, że poczułam żal i niechęć do niewłaściwej osoby. Teraz, kiedy jestem starsza i mam inne spojrzenie na mnóstwo rzeczy, widzę, że porównywanie i zestawianie dwóch osób jest tak głupie, że w głowie się nie mieści. Każdy z nas jest inny i ma prawo mieć swoje mocne i słabsze strony. Porównywanie to największa głupota, jaką można popełnić. Powtórzę słowa Zeusa, że ludzie to kwiaty i każdy inaczej kwitnie. 


Nie wiem, kto i kiedy dał nam prawo do decydowania, co jest lepsze i gorsze, co ceni się bardziej, a co mniej. I jako mama mam wielką nadzieję, że moje córki unikną tego, bo jednak społeczeństwo z każdym kolejnym pokoleniem uczy się, że pewnych rzeczy nie można robić, bo krzywdzą. Są to lekcje wyciągnięte z własnych i często przykrych doświadczeń. Nie chcę, żeby Lila i Dalia chowały do siebie urazę, bo jakiś idiota dał im łatki "ładniejsza", "szczuplejsza", "bardziej przebojowa", "mądrzejsza" czy jakakolwiek inna. 




Pozdrawiam serdecznie! 

Copyright © 2016 Staram się ogarnąć , Blogger